MÓWIĄC O ROZRYWCE

Oczywiście, mówiąc tu o rozrywce, mam przez cały czas na myśli jej formy zorganizowane, insty­tucjonalne, takie, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj. Lata tuż powojenne, będąc okresem trud­nym i poważnym, miały bowiem także swoje for­my zabawy i relaksu. Wynikały one jednak ra­czej ze spontanicznej działalności samych zainte­resowanych, skupiały się w domach prywatnych lub w tym, co uchodziło wówczas za prywatne mieszkania, nie domagając się instytucjonalnego sterowania. Przypomnienie to ma charakter banalny, wydaje się jednak niezbędne, jeśli chcemy zrozumieć, czym jest naprawdę owa instytucjonalnie organi­zowana rozrywka, której niedosyt sygnalizują obecnie zarówno artykuły prasowe, jak i głosy szerokiej publiczności. Wydaje się, że podstawową nadzieją, jaką zwykliśmy z nią wiązać, jest nie tyl­ko to, że jak pisał na ten temat francuski socjolog Edgar Morin, zajmie nam ona czas wolny od pra­cy, święta (rozumianego jako obrzęd odbywają­cy się przy czynnym uczestnictwie zainteresowa­nych) i rodziny — a więc czas wolny, na którego nadmiar w okresie tuż powojennym nikt nie miał powodu się uskarżać — lecz także, że wypełni nam puste rejony życia psychicznego, których nie po­trafimy zaludnić własnymi doznaniami.

 

Witam Cię na moim blogu, będą tu poruszane tematy odnośnie mieszkania, ponieważ to jest mój konik. Bardzo serdecznie zapraszam Cię do lektury 🙂
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)